Dzień Dobry. Czy można zepsuć strzyżenie faceta na krótko? Fryzjer potrafi!!

  • Posty: 2

Pacjent77 stworzył temat: Dzień Dobry. Czy można zepsuć strzyżenie faceta na krótko? Fryzjer potra

Dzień Dobry.
Dawno dawno temu.... No nie istotne kiedy, ale zdarzyło się tak, że moja żona wróciła od fryzjerki, gdzie spędziła ponad 3 godziny i zapłaciła prawie 300 zł, a po wejściu do mieszkania poleciała do łazienki i ze łzami w oczach prysznicem i szamponem "ratowała" swoje włosy.
Wtedy tego nie rozumiałem... Naprawdę. Widziałem jej minę i chociaz nie wiedziałem co robi i o co jej chodzi, to się nie odezwałem. Obiecałem jej, że na fryzjera dam jej kasę jeszcze raz i żeby się nie martwiła. Pójdzie do innej fryzjerki i może będzie się czuła dobrze.
No ale to jest strzyzenie damskie, skomplikowane, długie i drogie. Wydawało mi się, że jestem ponad tym.
Włosy krótkie, boki i tył maszynką na 3 mm (zawsze), a na czubku głowy to wiadomo, jak się uda.
Liczę sobie prawie 40 wiosen i strzygę się na oko 5 razy do roku. Pomijając lata młodzieńcze i dziecięce to można przyjąć, że do fryzjera chodzę 5 razy w roku przez 25 lat (specjalnie pominę tutaj czas do 15 roku życia). Co daje średnio 125 wizyt u fryzjera. Naprawdę zadowolony ze strzyżenia byłem 3 razy. DOSŁOWNIE TRZY RAZY. Pozostałe razy na zasadzie: może być, przecież to tylko włosy. A jestem wyjątkowo tolerancyjny i na wszystko potrafię machnąć ręką. Fryzjerka uczennica zajechała maszynką za wysoko i zamiast mnie ostrzyc zostawiła mi mniszą tonsurę? Powiedziałem: Trudno, przecież włosy odrosną. Zamiast 8-10 mm, zrobili mi 4mm?? no przecież to tylko włosy.
Na wycieczce szkolnej ze szkoły na Dawida we Wrocławiu, strzygły mnie dwie uczennice drugiej klasy fryzjerskiej szkoły i wszyscy byliśmy pod wpływem. Śmiechu bylo co nie miara, miałem wystrzyżone do gołej skóry w niektórych miejscach i fryzjer który miał to poprawić uznał, że w zasadzie to tylko na 3mm całą głowę trzeba teraz ostrzyc - też nie robiłem problemów. Zadowolony nie byłem, ale włosy odrosły.

I nagle trafia sie fryzjer, który ni stąd ni zowąd pyta mnie jak ma mi włosy uczesać. No wcale masz pan nie czesać tylko skrócić, bo krótkich włosów czesać nie trzeba. Gdybym miał w domu grzebień i chciał się czesać, to nosiłbym długie włosy.

Wtrącę tutaj, że ideałem dla mnie jest fryzura z włosami naturalnie opadającymi na czoło, ale na tyle krótkimi, żeby nie byl to typowy jeżyk, gdzie włosy sterczą pionowo w górę, ale też nie fryzura Jima Carreya z filmu głupi i głupszy, gdzie grzywka leży na czole i sięga do oczu. Po prostu przemywając rano twarz zimną wodą, pociągam mokrymi dłońmi włosy od czoła do tyłu, po czym delikatnie je przyklepie na czoło, żeby grzywka jakby była w górę, a cała góra leżała na grzywce. Tak odrobinę dłuższe, niż strzygli w jednostce wojskowej.
Zawsze każdy fryzjer ciął maszynką na 3 mm boki i tył, dość wysoko, a następnie brał nożyczki i ciachał conajmniej połowę z góry. Kiedy włosy pocieniował i ostrzygł symetrycznie, to ZAWSZE było jako tako dobrze.

A ten akrobata nagle wziął szczotkę i zaczesuje mi włosy na boczek, a'la Adolf H. i walczy. Włosy nie chcą się ułożyć w taki nienaturalny dla nich sposób, ale on moczy szczotkę, pryska wodą, dociska i uparł się, że będą na boczek.
Myślę sobie: "A męcz się frajerze, a ja i tak pierwsze co zrobię po wyjściu to głowę umyję i uczeszę po swojemu. Grunt, żeby skrócił.
Walczył 20 minut, ułożył włosy na bok, wylizał przedziałek i tnie mi włosy po jednej stronie. Już miałem wstać z fotela, gdy ten zaczął mi przystrzygać włoski na szyi i karku, więc cierpliwie zaczekałem, bo to konieczne, a na koniec wział puszkę i bez pytania popsikał mi włosy jakimś lakierem, czy usztywniaczem. Zapłaciłem, wyszedłem i dotknąłem włosów rękoma. Koszmar!!! Ja zawsze miałem włosy czyste, gęste miękkie i puszyste, a nagle mam na głowie druty . Normalnie twarde druty. Do domu nie doszedłem, tylko poszedłem prosto do pierwszej galerii handlowej i tam nad malutka umywaleczką, mydłem z dozownika zmywałem z głowy ten syf. Gdyby mi się zmieściła głowa pod kran, to przysięgam, że wsadziłbym ją pod kran, ale się nie zmieściła, więc mydliłem i spłukiwałem dłońmi, a suszyłem papierem toaletowym z toalety.
Wtedy zrozumiałem jak się czuła moja żona.

Dobra. Syf z głowy zmyłem, włosy jakoś do tyłu zaczesałem i zobaczyłem, że nie są obcięte symetrycznie, są z jednej strony dłuższe z drugiej krótsze. Nie wytrzymałem. Kupiłem w najbliższym markecie maszynkę do golenia i na parkingu sam sobie przeleciałem całą głowę na 3 mm. Siedziałem w samochodzie z nogami na zewnątrz i wychylając się z auta strzygłem maszynką do golenia własną łepetynę. Obiecałem sobie, że wieczorem do tego salonu wrzucę cegłe przez szybę wystawową, ale mi przeszły nerwy i dałem sobie spokój. Dzisiaj zrozumiałem wszystkie niezadowolone kobiety. Mało tego. Ja straciłem 15zł, a moja żona wydała wtedy ponad 200. Przecież gdybym zapłacił 200 zł, to te szyby już by nie było.

I na koniec zadam pytanie fryzjerom strzygącym panów. W jakim celu facetowi na koniec strzyżenia pryskać włosy lakierem, czy utrwalaczem, czy innym usztywniaczem?? Przeciez wiadomo, że po strzyżeniu ma się na głowie, w uszach i na szyi tysiace wlosków. Po wizycie u fryzjera, trzeba głowe umyć, innymi słowy wejść do wanny lub pod prysznic. ZAWSZE!! Po co więc włosy układacie i waszą pracę utrwalacie?

Ja nie cygan, co się kąpię raz w tygodniu i musi nakłaść na łeb tyle żelu/cementu/farby, żeby wytrzymało do następnej soboty. Normalny facet codziennie się kąpie. Wychodzi spod prysznica, przeciera głowę ręcznikiem i ma być dobrze. Włosy schną i są już ułożone. Ja od 20 lat grzebienia w rękach nie miałem. Jeśli masz chlopie/kobieto fantazję we włosach rzeźbić, to zajmij się fryzurami okolicznościowymi. Jak na ślub, czy sylwestra. Fryzura ma być zrobiona, wytrzymać do końca imprezy i wsio. Ja dzisiaj (ściśle to wczoraj, bo piszę po pólnocy) miałem pierwszy raz w życiu lakier na włosach. Pierwszy i ostatni, bo następnemu, który bez pytanie mi pryśnie czymś takim po włosach spryskam tym świństwem ząbki i język. Złapię za łeb, przewrócę na ziemię i się tej chemii nałyka. Poprzysiągłem sobie to dzisiaj mocno.

Tak gwoli wyjaśnienia dodam, że jestem facetem, o którym nie można powiedzieć CIOTA, czy jak kto woli METROSEKSUALNY. Brzydzą mnie rurki, żele do włosów, a facetowi nakładającemu maseczkę na twarz, ręki nie podam. Jakbym miał wybierać mieć paznokcie brudne, czy wypielęgnowane, wybrałbym brudne. No ale to są akademickie rozważania, gdyż brudnych nie mam i myję regularnie. Jednak jeszcze bardziej niż brudne, brzydzi mnie pomysł polerowania ich i piłowania pilniczkiem. Jakiś czas temu, żona miała jakieś kosmetyki do pielęgnacji paznkci i postanowiła mi paznokcie pprzyszlifować. Pozwoliłem jej na to,ale po jej pracy paznokcie mi się błyszczały na całej powierzchni. Wkładałem paluchy do ust i skrobałem wierzchem paznokci o górne zęby, że je zmatowić (paznokcie, a nie zęby). Chciała ze mnie pedzia zrobić, czy jak?
Jedyne kosmetyki jakich używam to : szampon do włosów, mydło do mycia, pasta do zębów, pianka do golenia i najzwyklejszy krem do rąk. Nigdy w całym moim życiu nie użyłem odżywki, ani żelu do włosów. Nigdy nie położyłem żadnego kremu na buzię, ani nie pozwoliłem sobie na jakąś pielęgnacje paznokci. Po tej wykonanej przez żonę, zdrapałem pazury prawie do krwi. Wolałbym je sobie zerwać kombinerkami i zabandażować paluchy, niż pokazać się na ulicy z takimi wypolerowanymi.
To co odwalił dzisiaj fryzjer, zmusiło mnie do mycia i strzyżenia głowy prawie na łyso poza domem.
tak naprawdę tylko z tego powodu zarejestrowałem się na tym forum, no bo nie mogłem wytrzymać. Musiałem zapytać fryzjerów, po co to robią.
Pozdrawiam serdecznie. Przepraszam za chaotycznie napisaną wiadomość i mam nadzieję, że chociaż kilku fryzjerów weźmie sobie te słowa do serca i się zastanowi zanim mężczyźnie zacznie modelować włosy. No po co?? Jeszcze bym zrozumiał, gdyby po strzyżeniu mi włosy umył, pozbawiłby mnie tych ścinek i wtedy coś modelował, ale i tak wtedy w domu bym się wykąpał, bo ścinek z szyi i karku nie umyje w salonie. No trzeba po wizycie u fryzjera sie rozdziać do goła i wpaść pod prysznic. Inaczej te ścinki gryzą, swędzą i dokuczają.
Po prawie 40 latach mojego życia, trafił się fryzjer, któremu się udało mnie naprawdę ....... (wykropkowałem). Udało mu się spaprać najprostszą chyba fryzurę. Nie.. nie najprostszą. Najprostszą, to ja zrobiłem sobie na parkingu w podziemiu galerii handlowej. Złapałem maszynkę i przeciągnąłem po głowie w tę i z powrotem.

#18314
Moderatorzy: Aniafryzjerbygaganova
Zasilane przez Forum Kunena

Najnowsze posty na forum